19 lut 2015

Czternaście.



Pewnie zaraz spytasz,
czy jest jeszcze jakaś szansa 
Patrzę w twoje spojrzenie 
i wiem co jest szczere 
widzę tam nieporozumienie,
nić która w Tobie pękła
powiem Ci tak:
Chce wyrzucić Cię z mojego serca.
Dlaczego? Zabawie się w proroka 
jak ty czasami, że nic nie wyjdzie, 
że nie będzie drugiej szansy..



Siedziałam zapłakana na ławce w parku.. nadal nie docierało do mnie to co usłyszałam...to wszystko brzmiało jak jedna wielka komedia...co oni sobie wyobrażali? co on sobie wyobrażał...jest dupkiem! Mam ochotę go rozszarpać, wydłubać oczy grr...po prostu brak mi słów mam w sobie taką pustkę i złość.. wielką pustkę po stracie przyjaciółki i chłopaka, z którym wiązałam swą przyszłość...
To jest okropne nie życzę tego nikomu...no super jeszcze zaczął padać deszcz..widzę, że niebo płacze ze mną..
-Doprawdy?- mruknęłam i poprawiałam się na ławce, siedziałam tak kilka minut.. Nagle objęły mnie wielkie i silne ramiona.. doskonale znałam ten uścisk.
-Antoś..-szepnęłam..
-Ciii..Już jest dobrze..nic nie mów..-powiedział przytulając mnie mocniej-wracamy do domu..jesteś cała przemoknięta..-przejął się..i oddał mi swoją bluzę.
Razem udaliśmy się do samochodu przyjaciela..Po kilku minutach byliśmy u mnie w mieszkaniu..
-Z tego wszystkiego zapomniałam o tym kolesiu...gdzie on jest?-zapytałam kiedy siedziałam już przebrana u siebie w sypialni, a Tośka przyniósł mi herbatę.
-Zajął pokój Majki...-powiedział niepewnie..-okazało się, że faktycznie ma tu mieszkać..-podrapał się po głowie..
-Ale ja nie chce z nim mieszkać...ja tu nie chce mieszkać..-powiedziałam i upiłam łyk herbaty..
Usiadł koło mnie i obejmując mnie ramieniem pogłaskał po głowie..
-Eeeh ja wiem mała...jest trudno..ale wszystko się ułoży...-uśmiechnął się lekko..-a póki co..mam pewien pomysł..-zawahała się chwilę.
-Jaki pomysł?-dopytywałam
-No bo w sumie u mnie w mieszkaniu jest jeden wolny pokój.. więc jeśli chcesz to możesz się przeprowadzić do mnie..-dokończył
-W sumie to nwm...muszę się zastanowić..-powiedziałam
-Okey, to ja już będę leciał. Odpocznij..-zaczął się zbierać..-Dobranoc mała!
-Dobranoc wielki!-uśmiechnęłam się...


Antonin wyszedł, zostałam sama...no prawie.. został niechciany gość za ścianą..kim on w ogóle jest? Muszę się dowiedzieć... Kogoś mi przypomina..ale eeh to muszę zostawić na jutro..
W sumie ten pomysł Tośki nie jest taki zły...może być wesoło...a po za tym...jak lokator nie chce się wynieść to ja to zrobię..nie ma mowy, żebym mieszkała z nim pod jednym dachem!


**********************
Wybaczcie, że taki krótki ale obiecuje, że kolejny będzie dłuższy..
No to chyba wracam...tylko pytanie czy ktoś to w ogóle czyta czy piszę dla siebie..?
Pozdrowionka i całuski do następnego już niebawem. :D




16 lut 2015

Ej ludziska!









Ej ludziska chyba wracam! ktoś coś może tu jest czy pusto? :D kolejny rozdział może już niedługo!!

15 lip 2014

Trzynaście.




Nie żartuję nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło to tak dla zmyłki...Weszliśmy do mieszkania wszystko super cacy, odmalowane, meble poustawiane, posprzątane...a;e gdzie są chłopaki?
-Jest tu kto?-zawołałam.
-Chyba gdzieś ich wywiało.-powiedział Tośka, kiedy nagle za ściany wyskoczył kolorowy jak tęcza jakiś koleś...nie wiem nie znam gościa 
-Kto ty?-zapytał Rouzier
-To ja.-odpowiedział nieznajomy 
-Ale kto?-dopytywałam się
-No ja! Nie widać?-Odpowiedział..popatrzyłam się na niego z politowaniem i skierowałam swój wzrok na przyjaciela.
-Ty za nogi, ja za ręce!-powiedział Antek po polsku
Raz, dwa złapaliśmy ktosia i czym prędzej poczłapaliśmy z nim do łazienki, potem pod prysznic i woda na ful. Po kilku minutach wyło widać już trochę skóry, a po kilkunastu farba zeszła..no nie do końca zostały ubrania w kolorowe paski.
-Teraz możesz iść na paradę równości...-powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać
-Nie no bardzo zabawne...bardzo..A tak się składa, że ja mam tu mieszkać..-natychmiast przestaliśmy się śmiać..i popatrzyliśmy na niego 
-Tu? W łazience?-zapytał Antek..Facepalm w wykonaniu gościa.
-No tutaj, w sensie w tym mieszkaniu.
-No chyba Ci kochanie słoneczko za mocno przygrzało.-zaczęłam go wypychać z mieszkania 
-Lipowa 18.-powiedział, a mnie zamurowało 
-Zaraz..zaraz..ty tu nie możesz mieszkać..-uśmiechnęłam się słodko
-Dlaczego?
-Gdyż iż ponieważ..nie mamy wolnych pokoi! Żegnam!-klasnęłam w dłonie pokazując na drzwi przez które weszła Majka 
-Ooo...źle trafiłam? Ale proszę ja Ciebie..parada równości to nie tutaj..-powiedziała wchodząc do salonu i klepiąc chłopaka po ramieniu. 
-Maja..pan oświadczył iż..-nie dokończyłam 
-Tobie się oświadczył? To super w końcu pozbędę się tego osła Bartmana...a potem do szczęścia jest już bardzo blisko..aa właśnie apropo szczęścia musimy porozmawiać..-spoważniała
-No to chodźmy do mnie do pokoju.-zaproponowałam..I to uczucie...kiedy usiłujesz sobie przypomnieć co złego zrobiłeś...


***********************************************
Czyta to ktoś w ogóle? =(

Zapraszam na mojego bloga fotograficznego oraz jeżeli ktoś posiada floga...
No i mam nadzieję, że ktoś to przeczyta :)




14 cze 2014

Dwunaście








 Bez pukania wparowałam do środka. Tośkę znalazłam w salonie.
-Mój najukochańszy, najcudowniejszy, najmądrzejszy, najprzystojniejszy sąsiedzie jesteś mi potrzebny.-powiedziałam
-A cóż to uroiło się w tej twojej chorej główce?- Zapytał
-Otóż postanowiłam zrobić mały remoncik w mieszkaniu, a ty mi w tym pomożesz!-wstałam z kanapy-także zbieraj dupsko idziemy na zakupy.-poruszyłam zabawnie brwiami. I ruszyłam w stronę drzwi. Antonin coś tam jeszcze marudził, ze leci jego ulubiony serial bla..bla..bla.. Ale i tak nie miał nic do gadania.
Po 10 minutach byliśmy już w sklepie i wybieraliśmy farby. Potem po akcesoria potrzebne do malowania i do domu.!
-Nie było tak źle.-Zaśmiałam się.
-Tak masz rację, ostatni raz się tak bawiłem jak schodziłem po schodach...-powiedział.
-I za o masz w łeb.-moja poważna mina sprawiła, że Rouzier trochę się wystraszył. Dlatego dodałam.-Taki DŻOŁK. Czaisz czacze.?
-Nie.-pokręcił dodatkowo głową.
-Spokojnie ja tez nie.
I w miłej atmosferze wróciliśmy do mojego mieszkania. Te zakupy i pogaduszki z przyjacielem pomogły mi w małym stopniu zapomnieć o problemach związanych ze Zbyszkiem.
-Hmmm..od czego by tu zacząć..-myślałam głośno, kiedy usłyszałam za sobą znajomy głos.
-I, że niby ty..droga pani fizjoterapeutko..masz zamiar robić remont z taką kaleką.?-zapytał...Zagumny wskazując palcem na mojego przyjaciela.
-Eeeej.!-Oburzył się Tośka Na ej odpowiada gej..pomyślałam.
-Nie ejaj mi tu.- zażyczył sobie Guma- Pozostaw to mnie i mojej ekipie...ekipie remontowej.-zawołał, a do mojego mieszkania wparowała cała drużyna ZAKSY. Szczęka mi opadła..po prostu zaniemówiłam, że oni wszyscy się tu zmieścili..
-Wiecie co...ja chyba nie skorzystam...wiecie..chciałabym mieć gdzie mieszkasz..-zaczęłam ich wypychać z mieszkania, ale mi się nie udało..
-Lala spokojnie.-powiedział Wiśnia.-Daj nam tylko drobne wskazówki.
-Grrr...no dobra..tylko robimy po mojemu.- powiedziałam.
-O nie nie kochana..Ty idziesz i bierzesz ze sobą tą pokrakę...-powiedział Guma, krzywiąc się-Wiesz chillout, zakupy te sprawy.!-zaczął nas wypychać z pokoju.
-Zaraz zaraz.-Zawróciłam się.-Już nie chodzi o to, że chcesz zdemolować mi mieszkanie..Paweł..skąd ty znasz takie słowa.?!
-Nie interesuj się..-fuknął.I z powrotem zaczął nas wypychać z mieszkania.-Prawie zapomniałem..-pacną się ręką w czoło.- Chłopaki robimy zrzutę.!-Zawołał i posypała się kasa
-Yyy, a po to.?-zapytałam zdziwiona.
-Żeby Ci się dłużej zeszło.-Ponownie mnie wyganiał.
-Guma.! Daj się chociaż przebrać.-poprosiłam.
-Okey.
Po 5 min byłam już przebrana i gotowa do wyjścia.
-Wyrobicie się do wieczora.?-Zapytałam
-Yyyy...tak jasne..pa.!-Powiedział Witczak i zatrzasnął mi drzwi przed nosem.

Zakupy jak zakupy. Nie obeszło się bez marudzenia Tośki. Dwa razy Go zgubiłam, raz zasnął..czyli standard...zastanawia mnie tylko jedno..JAKIM CUDEM MOŻNA SIĘ ZGUBIĆ W WINDZIE.?!
To pozostanie dla mnie tajemnicą..
-Ja chce do mamy...-zawył Antek, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę
-Serio.?-zapytałam, ale się nie odezwał-Wracamy.-zarządziłam.
-Moje modlitwy zostały wysłuchane.-Ucieszył się.Pozostawiłam to bez komentarza..
Po kilkunastu minutach byliśmy pod naszym blokiem. Wjechaliśmy windą na 5 piętro...I SZOK.

***************************************************************

Także ten...

popytajcie błagam bo nudyyyy...ASK

21 kwi 2014

Jedenaście




Kiedy Cię ujrzałam po raz pierwszy,
Serce powiedziało mi- to Ten.
Ożywiłeś mi życie, bo na zawszę Cię pokochałam
Twe włosy były jak bez
Twe słowa jak piękny sen
O Tobie śnię, przy Tobie drżę 
Bo wiem, że bardzo Kocham Cię...






Siedziałam rozwalona na kanapie w piżamie i roztarganych włosach. Krótko mówiąc jeden wielki nie ogar...jak zawsze...idzie się przyzwyczaić. Postanowiłam zadzwonić do Zbyszka może będzie mógł sobie zrobić wolne..? 
Wykręcam dobrze mi znany numer i czekam aż odbierze telefon.
-Hej kotku!- Wita się wesoło 
-Hej misiek!-odpowiadam-Wpadłam na taki pomysł, żebyś może wpadł do mnie na kilka dni...-powiedziałam i czekałam na reakcję..
-Świetny pomysł..tylko długo u Ciebie nie nabawię, bo zaraz sezon reprezentacyjny..i musimy obgadać sprawę świąt -powiedział
-Dobre i te kilka dni.-Stwierdziłam 
-No to spodziewaj się mnie wieczorem!-powiedział i zaśmiał się
-Super!-usiadłam na kanapie-To do wieczorka?-zapytałam 
-Tak..Pa kotku..-pożegnał się 
-Paa..-rozłączyłam się i wstałam z zamiarem ogarnięcia siebie i mieszkania. Majkę gdzieś wcięło..mówiła, że musi znaleźć pracę czy coś.. Po dwóch godzinach mieszkanie lśniło, ja wzięłam prysznic i ubrałam się.
Postanowiłam wyjść na jakieś zakupy, a potem zrobić obiad.

Ja powiedziałam, tak też zrobiłam i po godzinie byłam z powrotem w domu i brałam się za gotowanie obiadu. Postawiłam na ulubione danie Zbyszka czyli risotto z kurczakiem i warzywami.
Lecz zanim zabrałam się do pracy zadzwoniłam do Majki bo długo już jej nie było.

-Och...och Pani Maja raczyła odebrać!-zawołałam radośnie na powitanie
-No przepraszam..zajęta byłam..-powiedziała ze skruchą słyszalną na kilometr.
-Wybaczam.
-Radujcie się narody..-zironizowała
-Ale na temat..gdzie jesteś?-zapytałam
-Daleko..załatwiłam sobie pracę!-zawołała wesoło
-Uuu jaką?-zapytałam, nie zwracając uwagi na chamską odzywkę z jej strony
-Dowiesz się w domu..-zaczęła ale jej przerwałam.
-..Tylko wiesz bo Zbyszek do mnie przyjeżdża...
-Nawet on nie popsuje mi humoru..-powiedziała przekonana
-No okey..to za ile będziesz zrobiłam risotto na obiad.
-Hmm..jeszcze trochę mi się zejdzie powinnam być jakoś wieczorem..
-No to pa pa.-cmoknęłam do słuchawki, Majka zrobiła to samo i się rozłączyła.
Nie zdążyłam odłożyć telefonu a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Zbyszka..
-Hej już się za mną stęskniłeś?-zaśmiałam się
-I to bardzo..miałem przyjechać wieczorem prawda?-zapytał
-No tak. Coś się stało?-zapytałam szybko
-Echh...dzwonił trener jeszcze dziś musimy jechać do Spały..przepraszam..-powiedział
-Szkoda...no ale nic się nie stało, odbijemy sobie to następnym razem..powiedziałam, chociaż było mi cholernie smutno że się nie zobaczymy.Ale co zrobisz?
-Przepraszam skarbie, ale to nie moja wina..-kontynuował
-Rozumiem. Czyli święta spędzisz w Spale?-zapytałam
-Na to wygląda, a ty wracasz do domu?-zapytał
-Zobaczę miałam zamiar zaprosić mamę do siebie...-powiedziałam
-Super pomysł..szkoda, że  mnie tam nie będzie..przepraszam ale muszę kończyć..-powiedział i się rozłączył
-Pa pa...-powiedziałam już sama do siebie.


Zjadłam obiad, usiadłam na kanapie. Zbyszek nie przyjedzie przyjedzie, Majka wróci wieczorem. Zaczęłam rozglądać się po mieszkaniu. Pasowałoby trochę tu pozmieniać..Może wykorzystam do tego celu Rouziera?
Nie będę siedzieć cały dzień bezczynnie na kanapie. Złapałam w rękę torbę i telefon, założyłam trampki i ruszyłam w kierunku mieszkania mojego sąsiada.


***************************************************
Przepraszam, że nawaliłam i nie dodawałam żadnych rozdziałów, ale najzwyczajniej nie miałam czasu i wena poszła w las :c i nie jestem pewna czy wróci. Trochę mnie tu nie było ale mam nadzieje, że już wrócę na dobre..po przemyśleniu tego wszystkiego doszłam do wniosku że ten blog miał być całkiem inny...inaczej miały toczyć się losy bohaterów..nie mam pojęcia jak to wszystko sprowadzić na właściwe tory, ale trzymajcie za mnie kciuki..Rozdział miał ukazać się wczoraj, ale zabrakło czasu :/  Mam nadzieje, że się na mnie nie gniewacie i wybaczycie mi tą przerwę. I zostawcie jakiś ślad po sobie jeśli to czytacie.
No to  do następnego, tylko nie wiem kiedy się ukaże :(



3 lut 2014

Dziesięć












Wstałam bez niczyjej pomocy. Co jest rzeczą dość dziwną. Niczym ninja wychyliłam głowę zza futryny. Było cicho. Coś jest nie tak. Niepewnie stawiałam kroki, kiedy się potknęłam i runęłam jak długa  na podłogę.
-Co jest do cholery?-syknęłam. na podłodze leżała torba Tośki. Ale co ona tu robi? Podniosłam się i ruszyłam do pokoju Bąka, może ona mi to wyjaśni, ale nikogo tam nie zastałam.
Postanowiłam więc poczekać na nią w salonie. Kiedy przechodziłam koło szafy usłyszałam jakieś bełkotanie. Trochę wystraszona otworzyłam drzwiczki. W szafie znalazłam związanego Rouziera. Co jest do cholery?
Odkleiłam taśmę z jego twarzy....w dość delikatny sposób jak na mnie.
-Aaaaałłłłłłłaaaaaaa-wrzasnął-nie mogłaś delikatniej?!-zapytał z nutką pretensji
-Przecież się starałam!-powiedziałam oburzona
-Dziękuje za takie starania!-prychnął
-Jak ci się nie podobają takie, to nie będzie żadnych!-zrobiłam oburzoną minę i poszłam do swojego pokoju. Postanowiłam zjeść śniadanie.
Przeszłam więc do kuchni. Wstawiłam wodę na herbatę i zaczęłam robić jedzenie. Postawiłam na naleśnikach z nutellą i brzoskwiniami. Jak tak dalej pójdzie to będę gruba. Włączyłam radio, żeby zagłuszyć Antonina, który próbował się uwolnić, ale marnie mu to wychodziło. Po śniadanku postanowiłam się ubrać, więc z powrotem wróciłam do swojego pokoju po ciuchy, a następnie do łazienki.
Ubrana wyszłam z łazienki. Nie odzywając się ani słowem minęłam Antonina, który dalej próbował się rozwiązać. Szkoda marnować takiego pięknego dnia, więc pójdę na zakupy. Złapałam tylko torebkę i wyszłam z mieszkania zamykając je na klucz. Tak wiem tam jest Antonin, ale uważam, że troszkę mu się zejdzie z wyswobodzeniem z tego sznurka. Może majka mu pomoże, w co wątpię, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że to ona go związał, a nawet jestem tego pewna. TYLKO CO ON JEJ ZROBIŁ???
Nie pozostaje mi nic innego niż zająć się zakupami.


*************************************
Po około 3 godzinach,bogatsza o kilka nowiutkich i bardzo ładnych szortów, dwie sukienki, kilka bluzek i buty, wracałam do domu. Zadowolona otworzyłam drzwi do mieszkania, w którym tak jak przypuszczałam Antek dalej próbował się rozwiązać. Postanowiłam się nad nim zlitować i mu pomóc. Zostawiłam więc torby z zakupami w swoim pokoju, podeszłam do siatkarza i jednym ruchem rozwiązałam supeł.
-Jak ty to...?-zapytał nie dowierzając
-Takie supły umie wiązać tylko Majka, a rozwiązywać je umiem tylko ja.-powiedziałam i udałam się do salonu-Także nawet jakby Majka chciała ci pomóc...
-To i tak nic z tego, bo nie potrafię..-dokończyła za mnie
-A ty zamiast mi pomóc, to sobie poszłaś na zakupy!-powiedział oburzony, celując we mnie palcem
-No sorry bardzo ale ty mojej pomocy nie chciałeś!-broniłam się -A tak w ogóle to czemu on siedział w tej szafie??-zapytałam wygodnie rozsiadając się na kanapie. Nic nie odpowiedzieli tylko każde się rozeszło w swoją stronę. Jak dzieci-pomyślałam . Resztę dnia spędziłam na leniuchowaniu.



***************************************************************
Przepraszam, że znów nawaliłam, ale ten blogger mnie wykończy. mam przykrą wiadomość co dla niektórych. Muszę zawiesić bloga jest kilka powodów.
Nauka, problemy z bloggerem oraz brak weny :( bardzo nie chcę tego robić, ale niestety nie będę mogła regularnie dodawać rozdziałów. Przepraszam, że was zawiodłam, ale postaram się w dość krótkim czasie znów zacząć pisać, jeżeli do miesiąca nic się nie pojawi to będzie oznaczać, że zapowiada się dłuższa przerwa... :( Do następnego. Miejmy nadzieję, że pojawi się on jak najszybciej :)

25 sty 2014

Dziewięć






To co było, nie wróci...
Stracony czas
Żałujesz?
Nie musisz....






-Wstawaj! Wstawaj! Szkoda dnia!-Takimi oto słowami zostałam obudzona przez Antonina. 
-Spadaj-powiedziałam i schowałam się pod kołdrę.
-O cho! Nie wyspana Lilka, to zła Lilka!-zaczął się śmiać
-Tak masz rację. Dlatego wypieprzaj mi stąd!-warknęłam 
-Myślałem raczej o rozmowie.-powiedział 
-Rozmowa o...-zerknęłam na zegarek-6.09. Wypad mi stąd i to już!-powiedziałam i wskazałam palcem drzwi 
-No dobra.-powiedział i zrobił smutną minkę. NIE NO TYLKO NIE TE JEGO MINKI!
-Nie nabierzesz mnie na minki.-powiedziałam, ale on doskonale wiedział, że będzie inaczej-ooojjjj...no dobra! -powiedziałam zrezygnowana-Czego chcesz?-zapytałam ziewając o szóstej rano jestem trochę niekontaktowa, więc na wszystko przytakiwałam, no i na moje nieszczęście on o tym wiedział i skrzętnie wykorzystał.
-No bo wiesz...-zaczął
-Yhy..-mruknęłam
-Przyjeżdża moja mama...-powiedział powoli
-Yhy-znów mruknęłam
-I mam do ciebie taki romans....poudawałabyś moja dziewczynę?-zapytał szybko
-Yhy..-znów mruknęłam, ale po chwili dotarł do mnie sens jego słów-Wróć!-jak poparzona podniosłam się do pozycji siedzącej-Nie zgadzam się!-dodałam szybko
-Przepadło!-powiedział zadowolony
-Nic nie przepadło! A pamiętasz, że potem się wydało, że nie jestem twoją dziewczyną?-zapytałam-Ja jestem spalona..-dodałam.Po chwili wpadłam na świetny pomysł-Przecież możesz poprosić Majkę, ona się z przyjemnością zgodzi!-troszkę zironizowałam końcówkę, żeby się z nim podrażnić
-Prędzej wysłucham kazania mamy, niż poproszę ją o pomoc...-prychnął
-Wystawiasz się na ciężką próbę.-ostrzegłam go
-Wiem....-westchnął zrezygnowany-Ja nie chce zawieść mamy..-dodał po chwili
-A może właśnie zawodzisz ją tym, że nie mówisz jej prawdy?-zapytałam spokojnie i dość mądrze jak na 6.30
-Może, ale nie chce wyjść na jakiegoś starego piernika, co nie umie znaleźć sobie dziewczyny!
-Tu mnie zagiąłeś...-powiedziałam, a ten tylko fuknął-No żartuje przecież! Nie jesteś, piernikiem!-dodałam i uśmiechnęłam się niewinnie
-Czy ty droga panno sugerujesz, że jestem stary?-zapytał mrużąc oczy, nic nie odpowiedziałam,a ten zaczął nie łaskotać.
-Dobra, dobra wygrałeś!!-powiedziałam-Nie jesteś stary!-dodałam
-No!-powiedział zadowolony
-A teraz spać!-nakazałam i odkręciłam się do niego tyłkiem.


Obudziłam się około godziny 12. Zeszłam na dół nikogo nie było. Szukałam ich po całym domu, już zaczynałam się martwić.
-Gdzie jesteście?-zawołałam, ale nikt mi nie odpowiedział-Jest tu kto???
Cisza, nawet nie zostawili żadnej kartki.
-Wiem! Ogród!-powiedziałam sama do siebie i ruszyłam w stronę drzwi prowadzących na taras.
Stanęłam na środku ogrodu, ale tak też nikogo nie było.
-Brać ją!-usłyszałam za swoimi plecami te słowa oraz krzyki. Szybko się odwróciłam, za mną stali Zbyszek, Ignaczak, Rouzier i Sebastian z wężem ogrodowym i pistoletami na wodę.
-Nie zrobicie tego!-powiedziałam lekko przestraszona
Nic nie odpowiedzieli tylko zaczęli się złowieszczo śmiać no i w końcu użyli swojej broni. Myślałam, że ich pozabijam! Co oni myślą, że im to na sucho przejdzie.
-Zginiecie marnie!-krzyknęłam i zaczęłam ich gonić. Ale jak ja mała dziewczynka, która ma 170 może dogonić tylu chłopa i to jeszcze siatkarzy! Nie miałam szans!
-Jeszcze was dorwę!-pogroziłam im palcem, kiedy zmęczona usiadłam na krzesełku-Który to wymyślił?-zapytałam
-Nie ja!-odpowiedział szybko Rouzier
-Nie ja!-dołączył Seba
-Nie ja!-powiedział Zibi
-No ej dzięki bardzo!-fuknął Igła
-A więc to ty Igiełko!-wstałam i zaczęłam iść w jego stronę
-Eee....nno..no wiesz.-zaczął się jąkać.
-Spokojnie...-powiedziałam-Na co dzień przebywasz z gromadą dzieci więc wiesz...-powiedziałam-wybaczam
-No widzisz Krzysiu, upiekło ci się.-powiedział Zbyszek i poklepał go po ramieniu.
-My tu gadu gadu, a gdzie Iwona i Domi?-zapytałam
-Poszły na spacer, zaraz powinny wrócić.-powiedział Krzysiu-O wilku mowa!-zawołał zaraz
Do salonu weszły dziewczyny.
-O...a co tu się dzieje?-zapytała zdziwiona
-A nic...-odpowiedział Rouzier
-Coś ty znów wykombinował Krzysztofie?-zmrużyła oczy
-Ej no dziękuje ci żonko, że od razu i o wszystko mnie osądzasz!-powiedział i zrobił smutną minkę-Ale w tym przypadku akurat słusznie!-powiedział i się zaśmiał
-Wiedziałam, a teraz standardowe pytanie. Wszyscy żyją?-zapytała i wszyscy się zaśmieli
-Jak ja kocham to twoje poczucie humoru żonko!-powiedział i ją pocałował
-Uuu..jak słodko.-powiedziałam
-Za słodko!-powiedział Seba
-A będzie jeszcze bardziej!-powiedział Zbyszek i mnie pocałował
-A mnie kto pocałuje?-Powiedział Tośka robiąc smutną minkę
-Ja cię pocałuje!-krzyknęła Domi i wspięła się na jego kolana, po czym cmoknęła go w policzek
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Przyszła Majka. Posiedzieliśmy jeszcze troszkę u Ignaczaków i ruszyliśmy w drogę powrotną do Kędzierzyna.
Zbyszek niestety nie mógł zrobić sobie jeszcze wakacji, ponieważ mieli zaplanowane spotkanie z kibicami. Może potem uda mu się wyrwać. Już za nim tęsknie. Ale wiem, że tak najwidoczniej musi być...



*************************************************
Dziewiątka!!! Mam nadzieję, że się spodoba i jeszcze raz przepraszam, że poprzedni rozdział ukazał się tak późno!! :( Mam nadzieję, że blogger nie będzie się buntował i taka sytuacja miejsca mieć nie będzie :D
No to do następnego!!